Trzy gry które sprawiły że zostałem programistą.

Maj 08 2019
MGS

Dziś będzie trochę sentymentalnie. Ostatnio wzięło mnie na wspominki i przypomniałem sobie zamierzchłe czasy młodości. 

Obecnie ludzie zostają programistami z wielu różnych powodów, głównie dlatego że to dobra, stabilna praca z całkiem sensownym wynagrodzeniem. Niemniej za czasów kiedy byłem nastolatkiem nikt za bardzo nie kojarzył takiego zawodu jak programista. Był tak zwany informatyk, czyli gość który “znał się” na komputerach. Charakteryzował się w powszechnej opinii flanelową koszulą, przygarbioną postawą, okularami jak denka od taniego wina, bladą cerą, wysoką inteligencją i brakiem zdolności do jakichkolwiek interakcji z “normalnymi ludźmi” - takie skrzyżowanie nosferatum z gremlinem. Pod koniec lat 90-tych oczywiście informatycy już zaczynali dzielić się na grupy zawodowe specjalizujące w obsłudze konkretnych zagadnień ze świata IT ale społeczeństwo dalej miało w głowach powyższy obraz a o kursach programowania nikt nawet nie śnił. W szkołach średnich informatyki uczyli najczęściej nauczyciele techniki bo… nie pytajcie mnie dlaczego. Szczęściarzem mógł się nazwać ten kto tak jak ja, trafił na pedagoga z realną wiedzą o komputerach, bo w większości szkół zajęcia sprowadzały się do włączenia sprzętu, napisania paru zdań w edytorze tekstowym i wyłączenia komputera. Nawet na studiach kiedy na pierwszych zajęciach profesor zapytał czemu wybraliśmy ten kierunek, większość osób odpowiadała na trzy sposoby:

  • lubię komputery i zainstalowałem sam kilka programów

  • często “surfuję” po internecie (tak, internautów kiedyś nazywano z jakiś niewiadomych przyczyn surferami, pewnie komuś się coś z serwerem pomieszało).

  • lubię gry komputerowe

I właśnie ten ostatni powód chyba najczęściej wciągał ludzi w zawód IT. Zastanawiałem się ostatnio jakie 3 gry wciągnęły mnie, sprawiły że chciałem nie tylko grać i się bawić ale także tworzyć, zrozumieć, poznać jak to wszystko działa.

 

SETTLERS 1 - Odpalana na Amidze, ładowana z dyskietek, pierwsza strategia jaką poznałem. Grafika w dzisiejszych czasach kole w oczy, grywalność - nadal jest na najwyższym poziomie. Prowadzenie swoich osadników, budowanie infrastruktury oraz złożony (jak na tamte czasy) system ekonomiczny sprawiły że z wypiekami na twarzy zastanawiałem się jak to jest że te wszystkie postacie wiedzą gdzie i jak mają iść, co gdzie zanieść i jak to razem pięknie i harmonijnie działa.

 

JAJKO DIZZY - proszę się nie śmiać :) Ta niesamowita przygodówka z Pegasusa wciągała mnie na wiele godzin, brak możliwości zapisu gry sprawił że do tej pory żałuję że nie przeszedłem jej do końca ale pamiętam tą dziecięcą radość i ciekawość kiedy zrozumiałem że połączenie chrustu i zapałki da mi płonące ognisko. Jak dla mnie pierwsza gra survivalowa po której musiałem czekać 20 lat aż powstaną takie tytuły jak 7 Days to die czy Ark.

 

MGS - To już zaawansowana technologia pierwszego Playstation. Chociaż konsola oferowała setki tytułów wartych zapamiętania od PES, przez Tekkena po GT to jednak przygody Snaka wciągnęły mnie na całe tygodnie. Grę przeszedłem mniej więcej milion razy, a niektóre plansze znałem tak dobrze że mogłem je przechodzić z zamkniętymi oczami. Ale sami przyznacie że przeskoczenie od przeciwników Pacmana którzy po prostu nas gonili do strażników “żyjących własnym życiem”, poruszających się po ścieżkach, reagujących w różny sposób na poczynania gracza musiało robić wrażenie. Dziś system inteligencji przeciwników bawi ale wtedy był wyzwaniem na najwyższym poziomie.

 

A Wy? Jakie 3 gry sprawiły że zastanawialiście się nad tym jak to działa?

Autor: Daniel Opic
Powrót
Serwis korzysta z plików cookies w celu świadczenia spersonalizowanych usług na najwyższym poziomie, w tym usług statystycznych oraz w celu dostosowania zawartości do indywidualnych preferencji Użytkowników, zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.