Marzenia

Maj 11 2018
Arkadiusz Gać

Arek, jeden z naszych absolwentów jest marudny i pesymistyczny - to fakt :) Pewnie dlatego tak dobrze dogadywał się z prowadzącym :D Zresztą sam o tym mówi w tekście który przygotował specjalnie dla Was. A o czym ten tekst? O esencji tego czym jest i po co powstało Geek Factory - o tym jak dążyć do celów, realizować marzenia a nie tylko myśleć o nich na domowej kanapie. Tą cechę zawsze podziwialiśmy, a że do tego lubimy podróże to tym przyjemniej się czyta o podbojach Arka. Zapraszamy do lektury :)

Każdy kto mnie zna wie, że jestem osobą marudną i ogólnie pesymistycznie nastawioną do życia. Jest

jednak jedna rzecz, która autentycznie mnie cieszy i sprawia radość na sama myśl o niej. Są to podróże

do odległych krain. Najlepiej jak najdalej, do jak najbardziej odmiennej od naszej kultury. Uczucie, kiedy

przebywasz 8000 km od domu, jesteś tam sam, nikt Cię nie zna i możesz być kim chcesz jest nie do

opisania. Nadmienię tylko, że według spotkanych tam ludzi nadal jedna, wielka maruda ze mnie.

Miałem kiedyś marzenie. Po wielokrotnej lekturze "Diuny" Franka Herberta chciałem zobaczyć pustynię,

prawdziwą z diunami, piaszczystą, ciągnącą się aż hen, hen po horyzont. Kilka lat temu postanowiłem

spełnić swoje pragnienie. Szukałem odpowiednich piasków i możliwości dotarcia do nich. Najpiękniejsze

wydawały się wydmy w Namibii ale to daleko i za drogo jak dla mnie. Myślałem o wyprawie

samochodowej 4x4 przez pustynię libijską, ale nie wyszło. Wybór padł na nieodległe Maroko i pustynną

enklawę Merzouga. Tak się składało, że tanie linie lotnicze na R. latały do Agadiru z Londynu.

Wystarczało tylko zabukować bilet z Pyrzowic do Staansted a stamtąd prosto już na afrykański ląd.

Popełniłem wtedy wiele błędów, źle wybrałem daty przesiadek, musiałem dopłacać a na dodatek prawie

24 godziny spędziłem na lotnisku śpiąc na podłodze z plecakiem pod głową.

Niczego jednak nie żałuję, wyprawa była niesamowita. Przepyszny tajin na placu Talborjt w

Agadirze(foto1), świeże owoce morza w As-Sawirze(foto2), słynny plac Jemaa el-Fnaa w

Marakeszu(foto3) a to był tylko początek. W wynajętym samochodzie z poznaną grupa rodaków

przemierzaliśmy przełęcze Atlasu Wysokiego(foto4) , zwiedzaliśmy znane z filmów budynki Ajt Ben

Haddou(foto5). Stawaliśmy przy drodze aby spędzić kilka chwil w przydrożnych oazach pełnych palm i

zieleni jak nic widziane dotąd(foto6) . Wspominałem już niebezpieczne serpentyny pnące się wysoko w

dolinie Dades(foto7)? Po krótkiej przerwie dotarliśmy do Merzougi i tam mogłem wejść na pierwszą w

moim życiu diunę(foto8). Część mojego życia właśnie wtedy się spełniła.

 

Powrotna droga to wspaniałe miasto Fez z farbiarniami i bramami wokół starego miasta. Podróż

pociągiem do Marakeszu(foto9), nocleg tuż przy placu Jemaa i powrót do domu z kolejną przesiadką na

lotnisku Staansted.

 

Człowiek powinien mieć wiele marzeń. Moim kolejnym było wybranie się na jakąś rajską wyspę. Tym

razem padło na Sri Lankę, wyspę piękną ale też z tragiczną historią (Tamilskie Tygrysy, czy tsunami z

2004 roku). Całą podróż odbyłem na jednym bilecie z przesiadkami w Frankfurcie i Rzymie. Także tym

razem objechałem pół wyspy z wynajętym kierowcą, w towarzystwie dwóch uroczych panien spod

Krakowa. Sri Lanka oferuje dużo atrakcji - Kandy, Sigirija(foto10), plantacje herbaty i podróż powolnym

pociągiem wśród tychże mórz herbaty(foto11). Ostatnią atrakcją była mała miejscowość na południu

wyspy Mirissa(foto12). Ach co to za piękna plaża. Nocleg miałem kilka kroków od plaży, na której

spędzaliśmy całe dnie, od czasu do czasu pijąc wodę prosto z kokosa czy racząc się tamtejszym

schłodzonym piwem. Tuż obok można było podziwiać żółwie morskie i ludzi, którzy dbają o ich

bezpieczeństwo podczas składania jaj i powrotu do morza. Tym razem należy wspomnieć o małych

knajpkach na plaży. Siedząc tuż nad oceanem mogliśmy wybierać spośród różnorodnych ryb,

skorupiaków i konsumować je chwilę później, świeżo przyrządzonych(foto13). Wisienką na torcie było

zimne piwo i spoglądanie na niebo i gwiazdy jakich nie uraczymy na naszym nieboskłonie.

 

Co to ma wspólnego z programowaniem zapytacie? Tworzyć strony internetowe można wszędzie na

świecie, gdzie mamy tylko dostęp do internetu. Część programistów ma taki plan na życie. Egzotyczny

kierunek, plaża, 30 stopni w grudniu a na kolanach laptop i kodowanie. Ja z takim podejściem

poszedłem na swój pierwszy kurs frontendowy do Geekfactory. Podczas zapoznawania się

powiedziałem, że mam marzenie wyjechać do Tajlandii i tam programować z dala od jesienno-zimowej

polskiej kapryśnej pogody.

Na tą chwilę spełniłem się połowicznie. Spędziłem kilka tygodni w Tajlandii (o tym może następnym

razem), za kilka dni czeka mnie kolejna wyprawa w te rejony. Pora powrócić do html'a, css'a i tego

trudno-łatwego JavaScript'u. Może tym razem połączę przyjemne z pożytecznym - jeżeli nie, zostanie

tylko część przyjemna, którą bardzo polecam.

 

(fotografie mojego autorstwa i ludzi jakich spotkałem na drodze)

Autor: Arkadiusz Gać
Powrót
Serwis korzysta z plików cookies w celu świadczenia spersonalizowanych usług na najwyższym poziomie, w tym usług statystycznych oraz w celu dostosowania zawartości do indywidualnych preferencji Użytkowników, zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.